Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
173 posty 1068 komentarzy

Bejka

Almanzor - Bejka, to zawołanie rodzinne, z Podlasia.

Mój 31 sierpnia 1980

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Chyba nie wypada się teraz przyznać, ale w sierpniu 1980 ani później tamtego roku ani razu nie strajkowałem.

Nie strajkowałem po pierwsze dlatego, bo byłem wtedy bardzo pracowity. Kierowałem kilkuosobową pracownią w Instytucie Maszyn Budowlanych Zjednoczenia przemysłowego Bumar który w dużych ilościach produkował maszyny budowlane. Jak łatwo zgadnąć przemysł maszyn budowlanych zajmował się również produkcją czołgów - znakomitych na owe czasy przed którymi drżały wtedy niemieckie Leopardy.

Połowa personelu kierowanej przeze mnie pracowni i nasz sprzęt komputerowy.
Od lewej Zbigniew Jabłoński(młodszy), Wiktor Kobyliński, Zbigniew Jabłoński (starszy)

 Dla Kombinatu Bumar Łabędy w kilkuosobowej pracowni którą miałem przyjemność kierować zrobiliśmy kilka lat wcześniej grafiką komputerową wspomagany system programowania sterowanych numerycznie urządzeń do cięcia blach nazwany przez nas „BICEPS”. Nazwą tą wyprzediliśmy obecną modę tworzenia nazw w której kilkuliterowy skrót nazwy tworzy znany powszechnie wyraz. Kombinat w Łabędach produkował wówczas w dużych ilościach maszyny budowlane ale i czołg polskiej konstrukcji nazwany wtedy „Twardy”. Uważam, że na owe czasy BICEPS był w tej materii na światowym topie systemów wspomagających techniczne wyzwania programowania geometrii 2D.

Na Targach Poznańskich wystawiliśmy wówczas naszego BICEPSa co zauważyła firma angielska ESAB, która za pośrednictwem swojej zachodnio niemieckiej filii kupiła za 40 tysięcy zachodnich marek aby zainstalować go w Kombinacie Eisenhüttenstadtw NRD dla programowania sterowanych numerycznie maszyn do cięcia blach plazmą.

W sierpniu 1980 w nadodrzańskim Eisenhüttenstadt szkoliliśmy ich inżynierów. Było całkiem sympatycznie. W hotelu telewizor odbierał program z Berlina Zachodniego, dla którego w sezonie sierpniowym wydarzenia w „Danzig” były wtedy głównym tematem. Oglądałem w niemieckim telewizorze kwiaty w bramie stoczni, obrady i ich uczestników. Zbulwersował mnie Jacek Kuroń udzielający wywiadu niemieckiej telewizji ubrany w gimnastyczny podkoszulek. Lech Wałęsa występował zawsze starannie ubrany w garnitur i krawat. Nie powiem, żeby telewizja zachodnio - niemiecka pokazywała strajk gdański w sposób szczególnie pozytywny, raczej jak kolejną leniwych Polaków rozróbę. Więcej sympatii odczułem dla nas w enerdowskiej fabryce.

Do Warszawy wróciłem w ostatnim tygodniu sierpnia. Koledzy w pracy wiedzieli co się dzieje, ale ja chyba dokładniej. Niektórzy byli nieco wystraszeni. Jeden, mający mocne źródła, opowiadał, że fanatykom w stoczni gdańskiej jakiś ksiądz masowo udziela ostatniego namaszczenia. Ja to na to patrzyłem spokojniej.

Zadzwonił wtedy do mnie przyjaciel Wojciech Pijanowski (fot), że ma rewelację. Wpadł do nas wieczorem i opowiada jak to premier Edward Babiuchtrzęsąc się, jakby ze strachu, nie dawał rady przed kamerą odczytać bez jąkania przekładanych mu przed oczami wielkich arkuszy z przemówieniem. Wkrótce Edward Gierek premiera Babiucha wywalił. Wywalili też prezesa telewizji Macieja Szczepańskiego.

Wojtek powiedział, że w telewizji nie ma jednego odważnego, żeby się pokazać na ekranie. Dotyczyło to też rodziny Walterów brylujących wówczas w nieźle oglądalnym wtedy programie Studio 2. Zaproponował mi Wojtek, żebym wpadł na cały dzień do telewizji, przygotował coś o komputerach, mówi: telewizja będzie nasza! :)

Zawahałem się. Po śmierci Lecha Pijanowskiego, wielkiego specjalisty i fanatyka gier - ojca Wojtka, trochę Wojciechowi pomagałem. Kiedy przejął po Ojcu cykl zagadek „Rozkosze łamania głowy” w Życiu Warszawy, układałem jakieś zadania, w telewizji kiedyś razem testowaliśmy teleturniej. Pierwszy komputer jaki się pojawił w telewizji wyniknął z naszej współpracy przy grach. Weszliśmy tym do Historii, przynajmniej historii TVP :)

Tym razem jednak miałem sporo pracy. Aby sprostać propozycji i nie brać urlopu umówiliśmy się na niedzielę, na całą niedzielę 31 sierpnia. Uzgodniłem z Wojtkiem, że wiodącym tematem będzie wykorzystanie grafiki komputerowej w planowaniu ramówki 1 i 2 programu telewizji, obu programów TV jakie wtedy były w Polsce. Wymyśliłem program, który rysował mniejsze prostokąty będące tematami rozmieszczane w większym prostokącie ilustrującym cały dzień.

Pozornie sprawa to banalna, ale jako zagadnienie NP-Zupełne w sposób deterministyczny nie mające rozwiązania. Nierozwiązalne zadanie - więc piękne:) Znakomite do potraktowania heurystyką.:) podobnie jak zrobiliśmy BICEPSa.

W sobotę po pracy(wszystkie soboty były wtedy „robocze”) pojechałem na ulicę Newelską do Hewlett-Packard - Polska i do późnej nocy przygotowywałem interaktywną graficzą demonstrację. Zapomniałem zapytać o zgodę HP i w nocy, korzystając z przymknięcia oka portiera, „na dzika” wyniosłem sporej wartości sprzęt HP9845 do mojego malucha aby rano zawieźć go na Woronicza. A sprzęt miał wartość czterdziestu moich samochodów :)

Ale za to niedziela była dla nas! Na Woronicza było niemal pusto. W gmachu znanym z filmu „Człowiek z Marmuru” zajęliśmy niewielkie studio. Wojtek opowiadał o grach a ja o zastosowaniach komputerowej grafiki. Aby zmniejszyć mój grzech z wykradzenia w nocy firmie HP najlepszego ich komputera nie omieszkałem w programie wspomnieć wielokrotnie nazwę firmy i pochwalić produkty Hewlett Packarda.

Komputer HP9845C po występie w którymś programie Sonda służył u mnie w domu synom do grania piórem świetlnym na na ekranie w klingony.

W poniedziałek pan inżynier Kowalski szef HP-Polska pogroził mi tylko palcem :)

Jako kryterium zaprezentowanego programu wykonywania telewizyjnej „ramówki” przyjąłem, aby w TV1 i TV2 tematy kończyły się równocześnie, bo złościło mnie zwykle kiedy po zakończeniu czegoś w jedynce trafiałem na połowę filmu w dwójce. Zaproszona przez Wojtka pani dyrektor telewizyjnego OBOPu zauważając, że nie zadbałem by dziennik telewizyjny występował równocześnie w obu programach telewizyjnych, oceniła że to byłaby rewolucja. Obiecała w OBOPie to zbadać:).

Nasz program autorski przerwano dla pokazania ceremonii podpisania pamiętnych gdańskich porozumień. Potem znów wróciliśmy na ekran.

Widziała nas cala Polska. Ale kto o tym teraz pamięta?

 

KOMENTARZE

  • @ Autor
    "Jak łatwo zgadnąć przemysł maszyn budowlanych zajmował się również produkcją czołgów"

    Dzięki temu kombajny mogły w razie ostrzału odpowiadać ogniem ;-)
    A w sumie to bardzo lubię takie kombajny.

    5*
  • @Jasiek 13:10:11
    Leopardy się ich bały
  • @Almanzor 20:50:59
    I to powinno być normą po wsze czasy.
    A teraz to szkoda nawet pisaniny :-(

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY